poniedziałek, 14 września 2009
Książki, które wzbudzają emocje

Co prawda blog miał być poświęcony szeroko pojętym Włochom, ale nie mogę się powstrzymać, aby się tym, co we mnie siedzi, podzielić. Dawno książki nie wywołały u mnie tak silnych emocji. Czytając je to zaśmiewałam się do łez, to płakałam jak bóbr. Śmiech ludzie są w stanie jeszcze zrozumieć, ale płacz? Kto płacze w autobusie lub tramwaju i to nad książką. Ja osobiście nigdy nie widziałam nikogo. Bardzo silnie reaguje na to co czytam lub oglądam i nie potrafię, niestety, powstrzymać emocji. Co wywołało u mnie takie zachowanie? Ano:

1. "Lala" Jacka Dehnela (Wydawnictwo W.A.B.)

2. "Wspomnienia wojenne" Karoliny Lanckorońskiej (Wydawnictwo Znak).

Tytułowa "Lala" to babcia pisarza. Opowiada ona historię zarówno swojego życia, jak i najbliższej rodziny, krewnych i bliskch znajomych, a autor skrzętniej notuje te historyjki o: przedwojenny interesach dziadka, zwariowanych wójkach i ciotkach, rodzinnych tajemnicach, Niemcach i Sowietach, którzy tańczyli jak im Lala zagrała, miłości chłopów do dworu i ludzi, którzy tam mieszkali.

Ta opowieść jest rochę chaotyczna, jak chaotyczna jest babcia. Do rozpuku zaśmiewałam się, jak matka Lali chciała przywrócić ziemiańską tradycję organizowania przyjęć w dworze. Zaniechała ich z powodu kulistego pioruna, który wpadł do salonu i dopowadził do ruiny stół oraz krowy i świń, które wtragnęły do jadalni, i także sprawiły, że druga przyjęciował próba spaliła na panewce.

Ta pełna humoru powieść, przypomina nam kim jesteśmy i skąd pochodzą nasze korzenie. Mówi o tym, ile wynosimy z domu, w jaki sposób zaszczepia się w nas miłość do sztuki, literatury, dobre wychowanie. Pokazuje, jak kształtuje się charakter człowieka i zasady oraz przekonania, zgodnie z którymi potem postępujemy przez resztę naszego dorosłego życia.

Najwięcej emocji wzbudziły we mnie jednak ostatnie rodziały powieści, w których autor w pełen miłości sposób opisuje czas, kiedy jego babcia z pełenej wigoru kobiety przebraża się w zniedołężniałą staruszkę, siusiającą pod siebie, przekorną, złośliwą, z zanikami pamięci. Dehnel pokazuje nam okrutną rzeczywistość, która każdego z nas kiedyś czeka, a którą jest starość.


Profesor Lanckorońska w  książce "Wspomnienia wojenne" spisała swoje dramatyczne losy z okresu II Wojny Światowej. Pięcioletni koszmar zaczyna się z chwilą wejścia Sowietów w 1939 r. do Lwowa, a kończy w kwietniu 1945 r., kiedy to zostaje uwolniona z obozu koncentracyjnego w Ravensbrück.
To czego doświadczyła i co przeżyła jest dla mnie niewyobrażalne. Ile siły wewnętrznej i hartu ducha trzeba mieć, żeby nie tylko przeżyć, ale i walczyć o godność, polskość i życie ludzkie godzina po godzinie, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu nie zważając przy tym na swoje własne dobro i życie.

Czytając wspomnienia coraz bardziej byłam pełna podziwu dla tej kobiety, która z niewyobrażalnym wręcz uporem realizowała cele, jakie sobie postawiła ratując innych i pomagając im przetrwać te straszne czasy. Jestem zafascynowana jej umiejątnością radzenia sobie w nawet najbardziej ekstremalnych wypadkach i zimną krwią jaką potrafiła zachować wtedy, kiedy inni już dawno by się poddali.

Jej bezrokmpomisowa postawa w obliczy ZŁA rzuca wręcz na kolana. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, jak ja bym się zachowała na jej miejscu, nie potrafiłam sobie odpowiedzić na to pytania. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Nigdy nie miałam do czynienia z rozszalałym Sowietem; nigdy nie musiałam walczyć o węgiel na zimę, bez którego nie dałoby się przetwać; nigdy nie stałam przed sadystycznym oficerem niemieckim, szefem obozu, który zabił tysiące moich Rodaków; nigdy nie byłam w obozie koncentracyjnym; nigdy...

Mam tylko cichą nadzieję, że zasady jakie wpoili mi rodzice, babcia i harcerstwo pozwoliłyby mi zachować się podobnie, gdybym znalazł się na Jej miejscu.

Akurat czytając tę książkę i notorycznie zalewając się łzami, spotkało mnie coś miłego. Jadąc do pracy czytałam fragment o obozie w Stanisławowie. Zaczęłam płakać. Koło mnie siedział starszy Pan. Kiedy zobaczył, że po moich policzkach spływają łzy zaczął głaskać mnie po ramieniu. "Dziecko, co się stało? Wszystko w porządku?" - zapytał zatroskany.

"Tak, wszystko jest dobrze. Te łzy to dlatego, że czytam książkę" - opowiedziałam.

"A mogę wiedzić jaką?" - zapytał. Pokazałam mu okładkę. Dobrotliwie się uśmiechnął.

"Rozumiem" - powiedział. "Ja też to przeżyłem. Proszę czytać dalej .Już nie będę Pani przeszkadzał. To bardzo ważne żeby poznać historię tamtych dni i o nich pamiętać" - dodał.
Znowu wsadziłam nos w książkę. Starał się już jednak powstrzymać łzy, co nie było takie łatwe.

Gorąca polecam obie książki. W zalewie tandetnych powieści (sama z resztą sięgam po taką "literaturę") to perełki, po które warto sięgnąć. A wrażliwi niech przygotują sobie pudełko chusteczek :)

14:46, rudylisek1 , Piórem
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lipca 2009
"(...) świat jest smutny"

Od lat zaczytywałam się w Jego książkach i oglądałam program telewizyjne z Nim w roli głównej. Myślałam, że jest wieczny. I nadal tak myślę. Odszedł, ale pozostawił po sobie tyle dobra, mądrości i duchowego piękna, że śmiem twierdzić, iż jest wieczny - prof. Leszek Kołakowski.


"Jakie cnoty są niezbędne, by zostać przyzwoitym człowiekiem, a bez których cnót można się obejść?
Ustalmy najpierw, kto to jest przyzwoity cżłowiek.

Ktoś, kto stara się wspierać innych ludzi im nie szkodzić. Nie ,wiem, czy też ma nie grzeszyć złymi myślami o innych?
Czyli ktoś, kto nie krzywdzi innych ludzi. Stara się ich rozumieć również wtedy, kiedy robią coś, co wydaje mu się niedobre. Jest gotów bliźnim pomagać w miarę swoich możliwosci. Nie cieszy się z krzywdy innych, ze zła, jakie ich spotyka, nawet jeżeli jest to zło zasłuzone. Stara się dotrzymywać obietnic, które złożył. Chyba kazy sie zgodzi z tym, że to jest bardzo wazna cześć bycia przyzwoitym człowiekie, żeby dotrzymywać przyrzeczeń. Myśle, że mamy mniej więcej wspólne odczucie, jakie cnoty są tutaj niezbędne, co jest mniej wazne i jakie są przeciwcnoty, którymi mozna pobłażać i folgować, nie przestając być przyzwoitym człowiekiem. Na przykład lenistwo. Jestem bardzo leniwy i nie uważam, że to mnie dyskwalifikuje w sposób ostateczny"

Fragment niepublikowanej rozmowy anny bikont z Leszkiem Kołakowkskim w specjalnym dodatku do "Gazety Wyborczej"


Filozof

"Filozof współczesny, który nigdy nie miał poczucia, że jest szarlatanem, to umysł tak płytki, że dzieła jego nie są pewnie warte przeczytania"

"Horror metaphysicius", 1988 r.


Kłamstwo

"Jesli gdzieś Żyd sie ukrywa i przychodzą niemieccy żandarmi, pytając, czy tu Żyd jaki nie mieszka - któż z resztką sumienia mógłby powiedzieć, że w imę szlachetej zasady niekłamania trzeba wydać człowieka katom na pewną śmierć?"

"Mini wykłady o maxi sprawach", 1996 r.


Wojna

"Każda wojna jest zła, ale nie każda wojna jest złem absolutnym, to znaczy takim, że nie ma ceny za wysokiej, by jej uniknąć. Tą ceną może być kapitualacja przed tyranem, niewolą, hańbą.
A jeśli chodzi o mój własny stosunek do sprawy, to jest on ambiwalentny i że miałodusznie cieszę się, że nie jestem prezydentem amerykańskim i o niczym nie musze decydować"

"Zło zwględne i zło absolutne" w "Gazeta Wybrocza", 2003 r.


Wolność

"Jesto to skarb, który podobnie jak powietrze jest prawie niezauważalny, dopóki go nam nie brakuje" "Wolność i wolność", 1072 r.


A to jeden z moich ukochanych cytatów:

"Od wczesnego dzieciństwa mam poczucie, że świat jest smutny, życie jest smutne. Nie chcę tego powtarzać, zwłaszcza nie chcę tego powtarzać zbyt często, bo brzmi to może głupio czy pretensjonalnie, ale tak myślę, chociaż nie potrafię tego uzasadnić"

"Czas ciekawy, czas niespokojny. Z L. Kołakowskim rozmawia Z. Mentzel", 2008 r.

09:28, rudylisek1 , Piórem
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lipca 2009
Książkowe odkrycie

Jestem częstym gościem składu taniej książki na Koszykowej w Warszawie. Szukając czegoś do czytania w drodze do i z pracy, a zajmuje mi to w sumie jakieś trzy godziny dziennie, trafiłam na Michaela Bocklera. W sumie do kupienia są trzy jego książki, każda po 10 zł. Ja nabyłam dwie, bo ich akcja toczy się we Włoszech :)

To kryminały, moim zdanie nie super najwyższych lotów, ale czyta się je przyjemnie. Oprócz całkiem przyzwoitej fabułu posiadają coś jeszcze. To aneksy na końcu każdej książki zamieszczone przez ich autora.


W "Vino criminale" możemy zgłębić tajniki włoskiego wina. Autor zamieścił krótkie, ale treściwe opisy: najważniejszych i ciekawych winnic, szczepów winny, rodzajów win. A wszystko z podziałem na regiony. Znalazły się tam także wykaz restauracji i hoteli wymienionych w kryminale oraz wybrane przepisy na włoskie dania.


W "Usłyszeć Verdiego i umrzeć" - nie wiem czy tak było również w oryginale - na marginesach poszczególnych stron znajdziemy króciutkie notki o miejscach, ludziach, wydarzeniach, winach itp. o których pisze autor.

Szersze informacje umieszczono na końcu książki w "Przewodniku turystycznym". Tu oprócz notek o miejscowościach i ich atrakcjach, winach i winnicach, słynnych rodzinach i postaciach Włoch, znajdziemy też opisy hoteli i  restauracji (ceny, najciekawsze i najlepsze potrawy, adres i kontakt) oraz przepisy na dania w nich serwowane.


Bardzo spodobał mi się ten pomysł. Dzięki temu książki te nie staną się jednymi z wielu na półce. W czasie wyprawy do Włoch mogą stanowić również kopalnię cennych wskazówek na temat win czy też miejsc, w których np. warto coś zjeść.



16:26, rudylisek1 , Piórem
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 czerwca 2009
Pełnia szczęścia

Vasari poszedł na chwilę w odstawkę. Bo nareszcie znalazłam...

Bardzo długo szukałam tej książki. Nakład był wyczerpany, na allegro nikt nie wystawiał, w antykwariatach warszawskich też jej nie znalazłam. Przez przypadek zamawiając inne książki natknęłam się na nią w firmie wysyłkowej.

Przesyłkę odebrałam we wtorek. Jeszcze pachniała farbą drukarską. Przeczytanie jej zajęło mi niecałe sześć godzin. To ten typ książki, który połyka się w oka mgnieniu, a potem stawia się ją na półkę z „ulubionymi” i sięga się po nią co i rusz dla przyjemności obcowania z dobrą literaturą.

To jeden z fragmentów, który zaznaczyłam sobie po pierwszym przeczytaniu.

„Jesteśmy zuchwale dumni z naszego przekonania, że tak jak we Florencji nie żyje się nigdzie na świecie. Z tego powodu nie jesteśmy specjalnie ciekawi świata, i w gruncie rzeczy cudzoziemcy, zarówno ci przyjezdni, jak i ci zasiedziali, nie interesują nas zbytnio. Dlatego ci, którzy nas nie lubią, twierdzą, że jesteśmy prowincjonalni. Moja matka nieraz wspomina, że musiała dokonać ogromnego wysiłku, aby się zintegrować. W stosunku do innych miast toskańskich żywimy także historyczną pogardę: pobrzmiewa ona w popularnych powiedzeniach: „Lepiej mieć zmarłego w domu niż pizańczyka przed drzwiami” (e meglio un morto in casa che un pisano all’uscio); „W Arezzo nawet wiatr wieje z niewłaściwej strony” (d’Arezzo non e bono nemmeno il vento) czy też u niezastąpionego Dantego, który w osobie starszego złodzieja i mordercy Vanni Fucciego portretuje mieszkańców Pistoi: „Son Vanni Fucci bestia, e Pistoia mi fu degna tana” („jam jest Vanni Fucci, bydlę; Pistoja godne moje leże” ), a mieszkańców Sieny uznaje za megalomanów megalomanów próżnych: „Or fu gia mai gente si’ vana come la sanesa? Certo non la francesca si d’assai! "(„Jestże Jestże ludów rzędzie lud tak prożny, jako nasz seneski? Nawet z nim Francuz zrównany nie będzie”). Poza tym niezbyt przejmujemy się opiniami innych (jakichkolwiek, Toskańczyków czy Włochów) na nasz temat. Jesteśmy przekonani, że najlepsze małżeństwa udają się pomiędzy florentyńczykami, jak w tym przykładzie chłopskiej mądrości: „Mogli e buoi dei paesi tuoi” (Żony i woły tylko ze wsi swojej), co można wyrazić bardziej elegancko, tak jak Cristina Rucellai powiedziała mojej matce z okazji naszego ślubu: „W kwestii stanu cywilnego wolałabym nie oddalać się zbytnio od domu”. To, co nas ratuje, to wrodzona ciętość dowcipu, uwielbienie dla ostrej repliki skierowanej często przeciwko nam samym, pewna surowość w sposobie bycia i poczucie prawie że brutalnego realizmu, co nie pozwala nam na okazywanie zbędnych emocji. Ci, co nas nie lubią, mówią, Ze jesteśmy skąpi, my zaś uważamy, że cechuje nas jedynie umiarkowanie. Zbyt huczne i barkowe przyjęcia i zabawy nie zyskują we Florencji poklasku, określamy je jako „roba da romani” (rzymskie obyczaje) albo jeszcze prościej „nonda signori” (nie po pańsku). W pewnym nobliwym domu florenckim, tak bardzo przejęto się ta maksymą, że jeden z gości zaproszony tam na wesele usłyszał od taksówkarza, który wiózł go z dworca kolejowego do pałacu: „Nie warto, żeby pan tam jechał, ludzie już wychodzą, bo nie ma nić do jedzenia”.


21:30, rudylisek1 , Piórem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
Przeczytane

 

Ten mały stosik to książki przeczytane w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Każda z nich związana jest bezpośrednio lub pośrednio z Włochami. Najmniej włoski okazał się "Notes Michała Anioła". Jednak tę ksiażkę potraktowałam jako lekturę szybką, łatwą i przyjemną. Brakuje tu "Jedz. Módl się. Kochaj", ale książka była pożyczona, oddałam po przeczytaniu.

W sobotę przejrzałam wszystkie nasz pudła, miałam tylko jeden cel i go osiągnęłam. Oczywiście to, czego szukałam znalazłam w ostatnim przeglądanym kartonie. Właśnie zaczęłam czytać pierwszy tom i kurcze... wciągnęło mnie.

Kiedy wykładowca na zajęciach ze sztuki renesansowej wspominała o tej publikacja, a nawet ją zalecał, zebrałam się w sobie i za śmieszne pieniądze kupiłam wszystkie tomy na Allegro. Zaglądałam do nich w poszukiwaniu informacji potrzebnych mi, aby przygotować się do zajęć, ale nigdy ich nie przeczytałam.

Teraz nadszedł ten moment. O czym mowa? Oczywiście o wiekopomny dziele Giorgio Vasariego "Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów".

15:44, rudylisek1 , Piórem
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3