wtorek, 08 września 2009
Florenckie wspomnienia, cz. 1

Kościół Santa Croce

08:33, rudylisek1 , Sztuka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lipca 2009
"Madonna del Parto" Piero della Francesca

To jedna z najbardziej pięknych, a przede wszystkim "ludzkich" Madonn. Kiedy przyglądam się reprodukcji tego fresku, który Piero della Francesca stworzył na ścianie maleńkiego cmentarnego kościółka - kaplicy w Monterchi (a teraz można go oglądać w budynku byłej szkoły publicznej), wyobrażam sobie jak malarz wędrował po okolicznych wsiach i tam w jakimś maleńkim domu wypatrzył ciężarną dziewczynę, która stała się wzorem dla tej przepięknej Matki Bożej.

Maryja w pięknej błękitno-mglistej sukience delikatnie dotyka dłonią swojego sporego już brzucha. Z jej smutnych oczu można wyczytać troskę o dziecko. Ona wie, co Go czeka i napawa ją to lękiem.

Na jej twarzy widać zmęczenie. To już zapewne ostatnie tygodnie ciąży. Upał zapewne daje się jej weznaki. Dziecko pewnie też. A tu ktoś wystawił ją na widok publiczny, odsłonił zasłony życia i powiedział: Patrzcie! To Matka naszego Boga! A ona zapewne chciałaby się schować gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie, a wszyscy dadzą jej święty spokój i pozwolą odpocząć przed tym, co ją czeka. Bóg powierzł jej swego jedynego Syna. To zobowiązuje...



W "Obrazach Włoch" Paweł Muratow tak pisze o tym fresku:

"(...) w kotlinie, leży cmentarz, gdzie na ścianie kaplicy Piero della Francesca namalował fresk zwany Madonna del Parto. Stary stróż zdziwiony, a nawet jak gdyby wystraszony pojawieniem się rzadko tu spotykanego cudzoziemca, zwlekaz przyniesieniem kluczy. Gdy naradzał sie ze swoją staruszką, popatrzyłem na wiejskie mogiłki zarosłe wiosenna trawą oraz dzikimi błękitnymi hiacyntami i nasłuchiwałem ptaków gnieżdżących się wśród jeszcze bezlistnych gałęzi. Kiedy otwarły się drzwi od kaplicy, ujżałem pobożne, przeswietlone mistycznym blaskiem oblicze Madonny, jej lękliwie-nieregularne rysy, żywe oczy i opuszczone ku dołowi konciki warg, jej dziwacznie rozpięta na łonie srebrzystobłękitną suknię; dwa anioły, w wiśniowej i zielonej tunice, jednakowym ruchem unoszą dwie kotary baldachimu usianego przywiędłymi złotymi bukiecikami, a wewnątrz ślniącego perłowym atłasem. W ów dzień niezwykły ujrzałem jeden z największych cudów Włoch wiejskich".

 


15:35, rudylisek1 , Sztuka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 czerwca 2009
"Legenda krzyża" Piero della Francesca

"W połowie drogi między Perugią a Florencją - Arezzo. Miasto przywrte do wzgórza z kamienną czapą cytadeli. Tu urodził się syn florenckiego uchodźcy, Petrarka, który po latach odkrył ojczyznę wygnańców - filozofię, a także Aretino, "którego język ranił żyjących i zmarłych i tylko o Bogu nie mówił źle, tłumacząc się tym, że go nie zna". Kościół Świętego Franciszka jest ciemny i surowy. Trzeba przejść przez całą ogromną sień mroku, aby dotrzeć do chóru i jednego z największych cudów malarstwa wszystkich czasów. Cykl czternastu fresków, Legendę Krzyża, malował Piero między rokiem 1452 a 1466, a zatem okresie swej pełnej dojrzałości. Temat zaczerpnięty jest z apokryficznej ewangelii Nikodema i ze "Złotej legendy" Jakuba de Voragine. Postarajmy się (przedsięwzięcie beznadziejne) opisać fresk".

No właśnie, ja nie potrafię zaś Herbert w "Barbarzyńcy w ogrodzie" w rozdziale "Piero della Frncesca" (Zeszyty Literackie, Warszawa 2004, str. 182-185 )zrobił to wspaniale. Jeżeli ktoś chce to proszę sięgnąć po Herberta, ja zamieszczam tylko kilka zdjęć fresków.

"Legenda krzyża - Klęska Chozroesa"


"Legenda krzyża - sen Konstantyna"


"Legenda krzyża - śmierć Adama"

 

"Legenda krzyża - tortura Hebrajczyka"

"Legenda krzyża - hołd drzewu Krzyża i odwiedziny królowej Saby u Salomona"

"Legenda krzyża - przewóz drzewa Krzyża"

"Legenda krzyża - oddanie Krzyża w Jerozolimie przez Herakliusza"

"Legenda krzyża - znalezienie i dowód prawdziwości Krzyża" - fragment

"Legenda krzyża - znalezienie i dowód prawdziwości Krzyża" - fragment

"Legenda krzyża - Zwiastowanie"

"Szukając klucza do tajemnicy Piera, zauważono, że był on jednym z najbardziej bezosobowych, ponadindywidualnych artystów wszech czasów. Berenson porównuje go do anonimowego rzeźbiarza Partenonu i Velazqueza. Potęga sztuki bierze się stąd, że w postaciach ludzkich dzieje się patetyczny dramat półbogów, herosów i gigantów. Nieobecność ekspresji psychologicznej pozwala dobierać lepiej walory czysto artystyczne, tkwiące w formie, w ruchu brył i świetle. "Wyraz twarzy jest rzeczą tak niepotrzebną i często do tego stopnia żenującą, że wolę często statuę bez głowy" - wyznaje Berenson. Podobnie Malraux, który wita w twórcy Legendy krzyża wynalazcę obojętności jako dominującego wyrazu postaci: "Jego rzeźbiarski tłum ożywia się tylko w czasie sakralnego tańca... co jest zasadą współczesnej wrażliwości, żądającej, aby ekspresja malarza pochodziła z samego malarstwa, a nie z postci, które przedstawia." Nad walką cieni, konwulsjami, hałasem i wściekłością zbudował Piero della Francesca lucidus ordo, wieczysty porządek światła i równowagi".

12:33, rudylisek1 , Sztuka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 marca 2009
Nieznany autoportret Leonarda da Vinciego

Pod zapiskami w "Traktacie o locie ptaków" Leonarda da Vinciego odkryto nieznany rysunkowy autoportret artysty z czasów młodości.

Dokonał tego Piero Angela, dziennikarz włoskiej telewizji RAI. Jego zdaniem ten autoportret przypomina starszego Leonarda z rysunku z 1512 r., przechowywanego w turyńskiej Bibliotece Królewskiej.

Więcej na ten temat oraz nieznany autoportret można przeczytać TUTAJ 

20:39, rudylisek1 , Sztuka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lutego 2009
"Biczowanie" Piero della Francesca

Piero della Francesca - jeden z najbardziej znanych artystów jakich zrodziła włoska ziemia. Jego prace ozdabiają ściany naważniejszych światowych muzeów. Jednak najbardziej utkwił mi w pamięci jeden - "Biczowanie", czy jak chcą niektórzy historycy "Sen św. Hieronima".

Kompozycja tego obrazu jest bardzo zagadkowa i od lat spędza sen z powiek historykom i znawcom sztuki. Panel został podzelony przez artystę na dwie części. Pierwsza z nich, umiejscowiona w głębi (tle) obrazu ukazuje scenę bioczowania, stąd też interpretacja i tytuł pracy. Druga część to znajdujący się po prawej stronie, na pierwszym planie, postaci trzech prawdopodobnie dyskutujących ze sobą meżczyzn. Właśnie ta dwoistość pracy i trzy postaci sprawiły tyle trudności w odczytaniu tej pracy.

W czasie badań nad pracą historycy doszli do wniosku, że biczowaną postacią nie jest Chrystus, lecz św. Hieronim, jeden z Ojców Kościoła. Ich zdaniem obraz przedstawia popularny w sztuce za czasów artysty motyw przedstawiający sen świętego. Te trzy postaci na pierwszym planie to Cyxeron, Horacy i Wergiliusz, pogańcy poeci Rzymu, których święty darzył wielkim szacunkiem.

 

"Biczowanie"/ "Sen św. Hieronima" Piero della Francesa, ok. 1445?, Galeria Zazionale della Marche, Urbino

Czytając "Pamięć Włoch" Wojciecha Karpińskiego natrafiłam na doskonały opis tej pracy: "Stałem przed idealnie spokojną wizją Biczowania i czułem, że malarstwo otwiera mi tym dziełem nowe obszary. Kompozycja niezwykła, wyraźnie dzieląca się na dwie cześci, dwa plany, a jednak organicznie spójne. Z jednej strony scena cofnięta: pod marmurowym portykiem, gdzie wszystko jest grą proporcji, układem liczb, spokojną doskonałością architektury, przy białej kolumnie zwieńczonej złotym antycznym posągiem stoi obnażony Zbawiciel. dwóch biczujących zamarło z podniesionymi rękami. Słychać ciszę zbliżającego się uderzenia. Chwila zatrzymana na wieczność, jak zatrzymało się biczujące ramię. Po drugiej stronie wysunięte na pierwszy plan postaci. Stoją, ludzkie drzewa, silnie wkorzenione nogami w ziemię, stoją z jakąś niezwykłą koniecznością. Patrzą spojrzeniem intensywnym i niewidzącym. Obie części dzieła splecione jednym rytmem, atmosfera zarazem lodowantego spokoju i poetyckiego napięcia.

Kim są trzej mężczyźni z pierwszego planu? Interpretacja tej sceny jest jedną z wciąż dyskutowanych zagadek historii sztuki. Czy przedstawia młodego księcia Urbino i złych doradców, którzy doprowadzili do jego śmierci, czy może stanowi alegorię Kościoła znieważonego przez  panoszących się w Konstantynopolu niewiernych, czy też jest przypowieścią o umiłowanym synu, o chwale chrześcijaństwa triumfującego nad ziemskimi udrękami? Za żadną tezą nie przemawiają rozstrzygające argumenty, obraz zaś jest tak doskonały, tak wszystko jest w nim konieczne i działające na wyobraźnię, że alegoryczne czy historyczne analizy stają się zbędne. Geometryczna myśl ludzka stworzyła scenerię, w której toczy się dramat męki i odkupienia. Kontrast i zespolenie; precyzja i niedopowiedzenie.  Dzieło nie jest ilustracją tezy czy problemu, nie jest ornamentem. Jak określić ten stan absolutnej niezbędności, tożsamości znaku i znaczenia? Malarstwo przejrzyste, całkowite, bedące wyłącznie estetyczną radością. I dla naszego oka dramatyczna staję się już nie tylko figura Chrystusa, nie tylko postaci jego katów czy zagadkowe postaci świadków z pierwszego planu, lecz również rytm kolumn, wzór posadzki, klarowność powietrza. 

Piero della Francesa w największych dziełach nie ilustrował Ewangelii, nie opowiadał przejmujących czy wzniosłych historii - ukazywał chwilę świata, która zastygła w znak i zawiera sens. Wielki malarz metafizyczny. Zdołał połączyć uniwersalność spojrzenia i konkretność wizji , ideał i rzeczywistość, wiedzę i marzenia. Kimkolwiek jest jasnowłosa postać z Biczowania, jej utkwione w przestrzeń spojrzenie wyraża dla mnie istotę tego malarstwa: intensywne, jasne i nieodgadnione, głęboko ludzkie i ponadindywidualne, skierowane ku widzowi, lecz wybiegające poza niego. W Biczowaniu, w londyńskim Chrzcie, w Zmartwychwstaniu wielkie wydarzenie zostaje jakby oddalone, ukazane z chłodną dyscypliną, a przez to przybliżone - nie jako antropomorficzna fantazja, lecz jako nadprzyrodzona realność, którą dopiero musimy przeniknąć, choć nigdy nie wyczerpiemy fo końca sensu, kryjącego się za doskonałością architektury, za pięknem twarzy, za barwną harmonią anielskich szat, za cieniem chmur padającym na błękitną taflę Jordanu". Nic dodać, nic ująć.

20:29, rudylisek1 , Sztuka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2