poniedziałek, 15 czerwca 2009
Albo święty obrazek w oknie, albo 500 euro kary

"Władze Pizy we Włoszech zagroziły sankcjami pieniężnymi tym, którzy nie przyozdobią swych okien i balkonów z okazji środowych uroczystości ku czci św. Raniera, patrona miasta. Według niektórych mieszkańców, kłóci się to z wolnością religii.

Burmistrz Pizy Marco Filippeschi ze zgrozą wspomina ubiegłoroczne święto patrona, gdy wiele okien na trasie procesji było wygaszonych i pustych. Chcąc tego uniknąć, zagroził grzywną w wysokości od 200 do 500 euro wszystkim, którzy znów o tym zapomną.

W tym roku świece i inne ozdoby pobrać można bezpłatnie na ratuszu. W przyszłym - każdy będzie je musiał kupić sam.

Mieszkańcy Pizy podzielili się na entuzjastów inicjatywy burmistrza i jej przeciwników. Pierwsi widzą w niej przejaw troski o urodę miasta, która nie powinna mieć żadnej ceny. Przeciwnicy obowiązku ozdabiania okien i balkonów powołują się na prawo do wolności religii. W jego świetle udział w obchodach święta patrona nie może być obowiązkowy."


Źródło: IAR

13:38, rudylisek1 , Miasta
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 czerwca 2009
Włoskimi śladami Herberta

Wczoraj przeglądając Internet znalazłam na stronie TVP takie linki:

http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/zbigniew-herbert/wideo/ogrod-barbarzyncy-piero-della-francesca

http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/zbigniew-herbert/wideo/ogrod-barbazyncy-il-duomo http://www.tvp.pl

/filmoteka/film-dokumentalny/zbigniew-herbert/wideo/ogrod-barbarzyncy-u-dorow


Warto tam zajrzeć i obejrzeć filmy - reportaże, które powstały w oparciu o "Barbarzyńcę w ogrodzie" Herberta.

11:58, rudylisek1 , Kultura
Link Komentarze (1) »
Koty weneckie czyli śladami Brodskiego

Jedną z książek, po które często sięgam - szczególnie kiedy dopada minie melancholijny nastrój - są "Włoskie miniatury" Adama Szczucińskiego. Panie Adamie - przepraszam. To tytuł Pana książki stał się także "tytułem" mojego bloga. Mam nadzieję, że Pan się nie gniewa.

Wczoraj przeglądając "Włoskie miniatury" (Fundacja Zeszytów Literackich 2008, s. 9-10) i gapiąc się na moją kotkę - która spod przymrużonych powiek patrzyła na to jak się miotam i próbuję coś rozsądnego ze sobą zrobić - znalazłam taki fragment:

"Zbliżaliśmy się pozostawiając za sobą Fondamente Nove - ostatni przystanek, z którego można jeszcze zawrócić. Niedaleko znajduje się Fondamenta dei Meidincanti i szpital. Koci spacer przy murze opisał w Znaku wodnym Brodski: "Gdyby ktoś w tym momencie zwrócił się do mnie, zamiauczałbym". Brodskiego sympatia do kotów nie mogła nie przeobrazić się podczas pobytu w Wenecji w sympatię dla skrzydlatych lwów, w dodatku oczytanych. Stąd lew św. Marka (ta "sprawniejsza fizycznie i kulturalniejsza wersja Pegaza") widnieje na okładce tomu A Part of Speech.

Na Burano widziałem perskiego kota wylegującego się na przycumowanej do brzegu łodzi Był ogolony - puszyste zostały mu tylko łapki, ogon i pyszczek. Po krótkiej drzemce zgrabnie zeskoczył na nadbrzeże i odszedł, zwiewnie machając puszystym ogonem. Brodski jako kot byłby prawdopodobnie kotem zwykłym, nie persem, tutejszym, jednakże nietrącącym nic ze swej wrodzonej kociej elegancji i tajemniczości kotem ze starej fotografii (wprawdzie lodowa atmosfera nie jest kotom przyjazna, wiemy jednak, że poeta odwiedzał Wenecję właśnie zimą).

(...) W zatopionym w półmroku kościele rozlegał się stukot maszyny do pisania, paliły się świece. To tylko zakonnik pracujący jak zwykle w zakrystii. Na zewnątrz powietrze oddychało kurzem, remontowano krużganki. Dostałem nową mapę cmentarza, mniejszą niż poprzednio, za to z dokładnym adresem (nawet internetowym) oraz z niezrozumiałym dla mnie zdaniem po włosku, które zawierało słowa "programma Life". Trudno o lepszą reklamę cmentarza. Drogę i tak znałem na pamięć - kwatera XV, gdzie Pound i zaraz Brodski. Było południe, pora kiedy jaszczurki polują. Na białym nagrobku napis cyrylicą i po angielsku: Joseph Brodsky i dwie daty 24 V 1940-28 I 1996. (...)

Muszle, kasztan, rozgwiazda. I trzy koty przyklejone do kamiennego łuku nagrobka: jeden, czarny, smukły, o białym pyszczku i żółtych oczach, które błyszczą w weneckim cieniu, oraz dwie białe kotki - jedna w różowym koszyku, a druga z ogonem faliście opadającym. Najbardziej niezwykłe koty Wenecji. Zabawki, przyjaciele, stróże tajemnicy, wiedzy o tym, co jest potem. Czyje dłonie przymocowały te koty do grobu? Zresztą, to nieważne. Brodski wie, zna te dłonie. Na tylnej ścianie nagrobka, u dołu napis: "Letum non omnia finit". W kubeczku obok drobne monety: głównie liry i ruble - na wszelki wypadek. I cisza. Tylko powroty jaszczurek i szyszki na pustej ścieżce".

11:49, rudylisek1 , Miasta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 czerwca 2009
"Legenda krzyża" Piero della Francesca

"W połowie drogi między Perugią a Florencją - Arezzo. Miasto przywrte do wzgórza z kamienną czapą cytadeli. Tu urodził się syn florenckiego uchodźcy, Petrarka, który po latach odkrył ojczyznę wygnańców - filozofię, a także Aretino, "którego język ranił żyjących i zmarłych i tylko o Bogu nie mówił źle, tłumacząc się tym, że go nie zna". Kościół Świętego Franciszka jest ciemny i surowy. Trzeba przejść przez całą ogromną sień mroku, aby dotrzeć do chóru i jednego z największych cudów malarstwa wszystkich czasów. Cykl czternastu fresków, Legendę Krzyża, malował Piero między rokiem 1452 a 1466, a zatem okresie swej pełnej dojrzałości. Temat zaczerpnięty jest z apokryficznej ewangelii Nikodema i ze "Złotej legendy" Jakuba de Voragine. Postarajmy się (przedsięwzięcie beznadziejne) opisać fresk".

No właśnie, ja nie potrafię zaś Herbert w "Barbarzyńcy w ogrodzie" w rozdziale "Piero della Frncesca" (Zeszyty Literackie, Warszawa 2004, str. 182-185 )zrobił to wspaniale. Jeżeli ktoś chce to proszę sięgnąć po Herberta, ja zamieszczam tylko kilka zdjęć fresków.

"Legenda krzyża - Klęska Chozroesa"


"Legenda krzyża - sen Konstantyna"


"Legenda krzyża - śmierć Adama"

 

"Legenda krzyża - tortura Hebrajczyka"

"Legenda krzyża - hołd drzewu Krzyża i odwiedziny królowej Saby u Salomona"

"Legenda krzyża - przewóz drzewa Krzyża"

"Legenda krzyża - oddanie Krzyża w Jerozolimie przez Herakliusza"

"Legenda krzyża - znalezienie i dowód prawdziwości Krzyża" - fragment

"Legenda krzyża - znalezienie i dowód prawdziwości Krzyża" - fragment

"Legenda krzyża - Zwiastowanie"

"Szukając klucza do tajemnicy Piera, zauważono, że był on jednym z najbardziej bezosobowych, ponadindywidualnych artystów wszech czasów. Berenson porównuje go do anonimowego rzeźbiarza Partenonu i Velazqueza. Potęga sztuki bierze się stąd, że w postaciach ludzkich dzieje się patetyczny dramat półbogów, herosów i gigantów. Nieobecność ekspresji psychologicznej pozwala dobierać lepiej walory czysto artystyczne, tkwiące w formie, w ruchu brył i świetle. "Wyraz twarzy jest rzeczą tak niepotrzebną i często do tego stopnia żenującą, że wolę często statuę bez głowy" - wyznaje Berenson. Podobnie Malraux, który wita w twórcy Legendy krzyża wynalazcę obojętności jako dominującego wyrazu postaci: "Jego rzeźbiarski tłum ożywia się tylko w czasie sakralnego tańca... co jest zasadą współczesnej wrażliwości, żądającej, aby ekspresja malarza pochodziła z samego malarstwa, a nie z postci, które przedstawia." Nad walką cieni, konwulsjami, hałasem i wściekłością zbudował Piero della Francesca lucidus ordo, wieczysty porządek światła i równowagi".

12:33, rudylisek1 , Sztuka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Włoskie inspiracje

Moja miłość do Włoch zaczęła objawiać się na różne sposoby. Coraz częście włoskie motywy pojawiają się na moich decoupagowych pracach.

 

 

 

 

 

Co prawda lawenda wielu osobą bardziej kojarzy się z Prowansją, ale to roślina o korzeniach śródziemnomorskich i we Włoszech też jej pełno :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17