środa, 16 września 2009
Koloseum rozpada się

Jeden z najsłynniejszych zabytków na świecie - rzymskie Koloseum - rozpada się na kawałki. Amfiteatr wymaga natychmiastowej renowacji. Jej koszt wstępnie obliczono na 5 mln euro.

Wyremontować należy cały zabytek, łącznie z fundamentami. Oczywiście nie ma na to pieniędzy i Włosi liczą na sponsorów, ktrórzy, jak w przypadku Kaplicy Sykstyńskiej,  zaangażuja swoje środki w to przedsięwzięcie.

07:27, rudylisek1 , Miasta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 września 2009
Książki, które wzbudzają emocje

Co prawda blog miał być poświęcony szeroko pojętym Włochom, ale nie mogę się powstrzymać, aby się tym, co we mnie siedzi, podzielić. Dawno książki nie wywołały u mnie tak silnych emocji. Czytając je to zaśmiewałam się do łez, to płakałam jak bóbr. Śmiech ludzie są w stanie jeszcze zrozumieć, ale płacz? Kto płacze w autobusie lub tramwaju i to nad książką. Ja osobiście nigdy nie widziałam nikogo. Bardzo silnie reaguje na to co czytam lub oglądam i nie potrafię, niestety, powstrzymać emocji. Co wywołało u mnie takie zachowanie? Ano:

1. "Lala" Jacka Dehnela (Wydawnictwo W.A.B.)

2. "Wspomnienia wojenne" Karoliny Lanckorońskiej (Wydawnictwo Znak).

Tytułowa "Lala" to babcia pisarza. Opowiada ona historię zarówno swojego życia, jak i najbliższej rodziny, krewnych i bliskch znajomych, a autor skrzętniej notuje te historyjki o: przedwojenny interesach dziadka, zwariowanych wójkach i ciotkach, rodzinnych tajemnicach, Niemcach i Sowietach, którzy tańczyli jak im Lala zagrała, miłości chłopów do dworu i ludzi, którzy tam mieszkali.

Ta opowieść jest rochę chaotyczna, jak chaotyczna jest babcia. Do rozpuku zaśmiewałam się, jak matka Lali chciała przywrócić ziemiańską tradycję organizowania przyjęć w dworze. Zaniechała ich z powodu kulistego pioruna, który wpadł do salonu i dopowadził do ruiny stół oraz krowy i świń, które wtragnęły do jadalni, i także sprawiły, że druga przyjęciował próba spaliła na panewce.

Ta pełna humoru powieść, przypomina nam kim jesteśmy i skąd pochodzą nasze korzenie. Mówi o tym, ile wynosimy z domu, w jaki sposób zaszczepia się w nas miłość do sztuki, literatury, dobre wychowanie. Pokazuje, jak kształtuje się charakter człowieka i zasady oraz przekonania, zgodnie z którymi potem postępujemy przez resztę naszego dorosłego życia.

Najwięcej emocji wzbudziły we mnie jednak ostatnie rodziały powieści, w których autor w pełen miłości sposób opisuje czas, kiedy jego babcia z pełenej wigoru kobiety przebraża się w zniedołężniałą staruszkę, siusiającą pod siebie, przekorną, złośliwą, z zanikami pamięci. Dehnel pokazuje nam okrutną rzeczywistość, która każdego z nas kiedyś czeka, a którą jest starość.


Profesor Lanckorońska w  książce "Wspomnienia wojenne" spisała swoje dramatyczne losy z okresu II Wojny Światowej. Pięcioletni koszmar zaczyna się z chwilą wejścia Sowietów w 1939 r. do Lwowa, a kończy w kwietniu 1945 r., kiedy to zostaje uwolniona z obozu koncentracyjnego w Ravensbrück.
To czego doświadczyła i co przeżyła jest dla mnie niewyobrażalne. Ile siły wewnętrznej i hartu ducha trzeba mieć, żeby nie tylko przeżyć, ale i walczyć o godność, polskość i życie ludzkie godzina po godzinie, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu nie zważając przy tym na swoje własne dobro i życie.

Czytając wspomnienia coraz bardziej byłam pełna podziwu dla tej kobiety, która z niewyobrażalnym wręcz uporem realizowała cele, jakie sobie postawiła ratując innych i pomagając im przetrwać te straszne czasy. Jestem zafascynowana jej umiejątnością radzenia sobie w nawet najbardziej ekstremalnych wypadkach i zimną krwią jaką potrafiła zachować wtedy, kiedy inni już dawno by się poddali.

Jej bezrokmpomisowa postawa w obliczy ZŁA rzuca wręcz na kolana. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, jak ja bym się zachowała na jej miejscu, nie potrafiłam sobie odpowiedzić na to pytania. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Nigdy nie miałam do czynienia z rozszalałym Sowietem; nigdy nie musiałam walczyć o węgiel na zimę, bez którego nie dałoby się przetwać; nigdy nie stałam przed sadystycznym oficerem niemieckim, szefem obozu, który zabił tysiące moich Rodaków; nigdy nie byłam w obozie koncentracyjnym; nigdy...

Mam tylko cichą nadzieję, że zasady jakie wpoili mi rodzice, babcia i harcerstwo pozwoliłyby mi zachować się podobnie, gdybym znalazł się na Jej miejscu.

Akurat czytając tę książkę i notorycznie zalewając się łzami, spotkało mnie coś miłego. Jadąc do pracy czytałam fragment o obozie w Stanisławowie. Zaczęłam płakać. Koło mnie siedział starszy Pan. Kiedy zobaczył, że po moich policzkach spływają łzy zaczął głaskać mnie po ramieniu. "Dziecko, co się stało? Wszystko w porządku?" - zapytał zatroskany.

"Tak, wszystko jest dobrze. Te łzy to dlatego, że czytam książkę" - opowiedziałam.

"A mogę wiedzić jaką?" - zapytał. Pokazałam mu okładkę. Dobrotliwie się uśmiechnął.

"Rozumiem" - powiedział. "Ja też to przeżyłem. Proszę czytać dalej .Już nie będę Pani przeszkadzał. To bardzo ważne żeby poznać historię tamtych dni i o nich pamiętać" - dodał.
Znowu wsadziłam nos w książkę. Starał się już jednak powstrzymać łzy, co nie było takie łatwe.

Gorąca polecam obie książki. W zalewie tandetnych powieści (sama z resztą sięgam po taką "literaturę") to perełki, po które warto sięgnąć. A wrażliwi niech przygotują sobie pudełko chusteczek :)

14:46, rudylisek1 , Piórem
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 września 2009
Zimowe przetwory

Szaleństwo zimowych przetworów trwa. W weekend kuchnię opanowały pomidory, jeżyny i śliwki. Z pomidorów zrobiłam sos i całe w zalewie.


SOS POMIDOROWY

Świeże, dojrzałe pomidory kroję na ćwiartki i wrzucam do dużego garnka (wchodzi mi tam 3,5 - 4 kg pomidorów). Smażę dodawszy wcześniej oliwy z oliwek (na duży gar daję 6 łyżek), aż prawie się rozpadną. W połowie smażenia dorzucam pokrojoną cebulę (4 duże lub 6 małych) oraz czosnek (daję 5-6 dużych ząbków, bo bardzo go lubimy). Kiedy cebula zmięknie, a pomidory będą mocno rozgotowane dodaję sól, pieprz i świeże listki bazylii (garść sporą, bo bazylkę też bardzo lubimy). Gotuję jeszcze 5 minut i zdejmuję z ognia. Wszystko miksuję na miazgę blenderem. Nastepnie jeszcze raz zagotowuję i wlewam sos do słoików. Świetnie nadaje się do makaronu, jako podstawa do innych sosów, robię też w zimie z niego gęstą zupę.

CAŁE POMIDORY W ZALEWIE

Potrzebujemy:
3 kg niedużych pomidorów, najlepiej owalnych, ale jak nie ma to nic się nie stanie
1,5 litra wody
1 łyżkę cukru
3 łyżeczki soli
kilka listków bazylii
2-3 gałązki świeżego estragonu
1 łyżeczkę ziaren pieprzu

Pomidory sparzamy i obieramy ze skórki. Umieszczamy w słoikach. Przygotowujemy zalewę. Wodę należy zagotować z cukrem. Następnie dodajemy sól, przyprawy i ponownie zagotowujemy. Gorącym płynem zalewamy pomidory, zamykamy słoiki. Wekujemy.


 


13:58, rudylisek1 , Kuchnia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 września 2009
Genua otoczona ogniem

Włoscy strażacy już kolejny dzień z rzędu walczą z pożarami, które pierścieniem otoczyły niemal całą Genuę. Ewakuowano osoby mieszkające w dzielnicach Bavari i Borgoratti, gdzie las płonął w odległości zaledwie kilku metrów od domów.

Sytuacja w Genui i na jej przedmieściach jest krytyczna - piszą włoskie media. A może jeszcze się pogorszyć, ponieważ silny wiatr i suche powietrze sprzyjają rozprzestrzenianiu się ognia.  Niektórzy mieszkańcy nie czekając na ewakuację sami w pośpiechu opuszczają Genuę.

Źródło: PAP

Florenckie wspomnienia, cz. 1

Kościół Santa Croce

08:33, rudylisek1 , Sztuka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2