czwartek, 20 sierpnia 2009
Urlop czyli deco, kredens i nalewki

Kurcze i znowu cały wpis się zlał, nie mogę dodać zdjęć i ogólnie fatal error. Nie wiem dlaczego raz wywświetlają mi się wszystkie opcje, a tak jak dziś nie ma nic. Do kitu. Poprawię to jak się tylko da...

Urlop... taaaaa. Fajnie jest mieć urlop, nic nie robić i obijać się po kątach. Trochę oszukuję z tym nic nierobieniem. W ciągu kilku ostatnich dni zrobiłam nalewki, sok i konfiturę z brzoskwiń, kurki w occie, sporo deco, przekopałam i użyźniłam grządkę pod przyszłoroczne kwiat i krzewy, posadziłam i przesadziłam kilka kwiatów itd.

Z tej mojej obecności w domu to Kociul jest najbardziej zachwycony. Co chwila kręcę się po dworze, więc czarno-biały sierściuch jakoś się nie pojawia, a może mija dom szerokim łukiem? Mała rano idzie ze mną na obchód "posiadłości". Po wyprowadzeniu kota na spacer robię sobie jakieś dobre śniadanko i zabieram się do nic nierobienia.

 

Przykładowo siadam na frontowym tarasie i przyglądam się jak Minia poluje. Uwielbiam patrzeć jak się rozpłaszcza i cichutko, powoli, łapka za łapką przemieszcza się w kierunku zdobyczy. Ostatnio są to Dudki. Na szczęście ptaki są sprytniejsze od niej i zwiewają, jak tylko Kiciol się za mocno do nich podkradnie.

Z deco powstały cztery zakładki, kolejna puszka na przyprawy, cztery butelki na nalewki, zegar, kufel na sól dla T., serwetniki dla Przyjaciółki, trzy obrazki i deseczka. Nie mam pomysłu na zegar. Nie wiem, co na niego nakleić. To samo jest z jednym obrazkiem. Dziś muszę jeszcze wykończyć białą farbą herbatnicę, a następnie nanieść na nią żółtą kratę. Ta zostanie ozdobiona słonecznikami. Co do drugiej mam już plan, ale poczekamy - zobaczymy.

Wczoraj wzięłam się za kredens. Oczyściłam cztery szuflady, drzwiczki górne i dolne. Zostało mi jeszcze tylko jedno skrzydło, ale oczyszczę je ze starej farby jak M. mi je zdejmie. Potem musi usunąć wszystkie swoje szpargały, które powciskał do kredensu i wystawiamy go tak, abym mogła zacząć czyścić ściany. Ciężko mi to idzie, ale zawzięłam się i przed zimą muszę go skończyć. Na razie to ogólne czyszczenie z farby o kolorze wiśni oraz białej emalii. Potem trzeba będzie doczyścić każdy rowek, wnękę, zagłębienie. Następnie jeszcze raz potraktować wszystko papierem ściernym żeby wyrównać powierzchnię. Wtedy zapuszczę preparat na korniki.


Trochę się napracowałam przy nalewkach. Na razie może nie wyglądają efektownie, ale zimą będą jak znalazł po powrocie do domu. Powstały już dwie WIŚNIÓWKI - jedna na miodzie, druga tradycyjna, a robię je tak. Przygotowuję 2 kg wiśni, muszą być świeże, soczyste i wydrylowane. Podczas drylowania zostawiam sobie po kilka pestek na każdy słoik. Do dwóch wrzucam po pół kg wiśni i pestki (kilka rozgniatam, ale nie na miazgę) i zalewam spirytusem (ja robię mieszankę spirytusu i wody źródlanej; w sumie do każdego słoika wlewam połączoną ze sobą szklankę wody i szklankę spirytusu, czyli jakieś 1/2 l alkoholu), zamiast spirytusu może być dobra wódka. Odstawiam w ciemne, chłodne miejsce. Do kolejnych słoików wsypuję po 1/2 kg wiśni. Owoce w pierwszym naczyniu zasypuję 1/2 kg cukru, a w drugim zalewam 1/2 l płynnego, jasnego miodu (ja użyłam lipowego). Te dwa słoie ustawiam w ciepłym, słonecznym miejscu, aby owoce puściły sok. Stan obu słoików trzeba stale kontrolować. Wciągu tygodnia, a nawet krócej cukier się rozpuści powstanie sok wiśniowy. To samo jest w przypadku miodu. Tu też wiśnie puszczą sporo soku, który częściowo wymiesza się z miodem. Teraz trzeba zlać oba soki oraz zlać alkohol z wcześniej zalanych wiśni (ja to robię po 1,5 tygodnia) i połączyć część alkoholu z sokiem wiśniowym na cukrze, a część - z sokiem wiśniowym na miodzie. Dokładnie obie nalewki wymieszać. Jeżeli alkohol zbyt mocno przebija warto mieć pod ręką trochę soku wiśniowego zrobionego w sokowniku i doprawić nim obie nalewki do smaku. Następnie rozlane do butelek odstawiamy na jakieś 2-3 miesiące w ciemne, chłodne miejsce, aby się przegryzła.

Kolejna z naszych ulubionych nalewek to POZIOMKÓWKA. Ja robię ją fazami, tak jak urosną poziomki w ogródku. Zbieram pół kilograma owoców, dokładnie myję, osuszam i wrzucam do słoja. Owoce zalewam 1/2 l wódki. Szczelnie zamykam i odstawiam w słoneczne miejsce tylko na dobę, inaczej zrobi się gorzka. Po tym czasie przefiltrowuję przez lniany woreczek (może być tetra lub gaza) alkohol i na chwilę odstawiam. W garnku przygotowuję syrop: ćwierć kilo cukru zalewam 1/2 szklanki wody i gotuję syrop cukrowy. Kiedy cukier z wodą się połączy dodaję łyżeczkę soku z cytryny (lub 1/2 łyżeczki kwasku cytrynowego). Zdejmuje z ognia i dolewam poziomkowy alkohol, dokładnie mieszam, a następnie momentalnie schładzam (wlewam do miski, którą umieszczam w drugiej wypełnionej zimna wodą). Gotową nalewkę wlewam do butelki, szczelnie zamykam i odstawiam w chłodne, ciemne miejsce, aby się przegryzła. Jest pyszna.


Kolejny przepis na BRZOSKWINIÓWKĘ zaczerpnęłam z jednego z moich ulubionych blogów JAGODOWEGO ZAGAJNIKA. Oprócz tego powstała ORZECHÓWKA, JAGODZIANKA czyli nalewka na czarnych jagodach i NA PŁATKACH DZIKIEJ RÓŻY. W wypadku tych nalewek podam przepisy, jak te co mam się sprawdzą. W tym roku zamierzam jeszcze zrobić naszą ulubioną MALINÓWKĘ oraz nalewkę na śliwkach, PIGWÓWKĘ, DERENIÓWKĘ i CYTRYNÓWKĘ.

16:04, rudylisek1 , Kuchnia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 sierpnia 2009
Cukinia i książki

Mam urlop! Cały tydzień i tyle do zrobienia. Mam nadzieję, że nie skończy się jak ostatnio - z rzeczy, które sobie zaplanowałam praktycznie nic nie zrobiłam :)

Niestety dopadł mnie dyżur weekendowy, w sumie na własne życzenie, bo musiałam się zamienić z kolegą. W zeszłą niedzielę miała chrzest Bratanicy. Jeszcze tylko dziś spędzę część dnia przy kompie, ale to nic ponadrabiam blogowe zaległości. Na początek książki, które ostatnio przeczytałam lub dokończyłam.



"Obrazy Włoch" to wspaniała lektura. Nie mogłam się od tej książki oderwać, mimo że jest w wielu miejscach nieaktualna. Dziś Muratow mocno by się zdziwił, gdyby wybrał się na wyprawę do Włoch. Miasta, które opisuje wtedy ciche i spokojne teraz zalewa fala turystów. Jego opisy architektury i sztuki są niezrównane. Z każdej strony książki bije miłość do Włoch, jej kultury, sztuki i normalnego codziennego życia.


"Dziennik Toskański" Tessy Capponi- Borawskiej czyta się jednym tchem. Po skończeniu książki czegoś mi brakował więc zaczęłam ją czytać jeszcze raz i jeszcze raz. Za każdym razem znajdowała w niej coś nowego, coś co mnie zachwyciło, rozśmieszył, wzruszyło.



To bardzo mały stosik książek, z których czerpię przepisy na włoskie potrawy. Dlaczego dorzuciłam tu Nigellę? Wiele jej dań powstało w oparciu o przepisy kuchni włoskiej lub zostaly nimi zainspirowane.


Oczywiście najważniejsza i jedyna z w swoim rodzaju jest "Kulinaria. Italia". To kopalnia zarówno przepisów, jak i wiedzy na temat m.in. poszczególnych kuchni regionalnych, produktów, jakie wykorzystują lub tworzą.


Wczoraj zrobiłam sobie "włoski" obiad. Całe przedpołudnie przy kompie mnie wykończył, dlatego postanowiłam zrobić sobie coś dobrego, co zrekompensuje mi siedzenie w domu. W ogródku znalazłam kilka młodych cukinii i oczywiście moje ulubione świeże zioła.

W prawie każdym włoskim regionie znajdziemy jakąś potrawę z tego warzywa. Oczywiście, moim zdaniem, najbardziej oryginalne są nadziewane i smażone kwiaty cukinii. Mam nadzieję, że kiedy spróbuję tego dania lub sama je zrobię, jak tylko będę miała w końcu własną kuchnię (na razie mam totalny bałagan i marne widoki na to, że powstanie taka o jakie marzę przez najbliższe pół roku; tak to jest jak się wykańcza dom).  Na początek zrobiłam sobie zupę.

ZUPA KREM Z CUKINII


Zawsze szukam potraw, które mogę szybko przygotować z tego, co mam aktualnie w lodówce lub w ogródku. To banalnie prosta zupa, a jej zrobienie zajmuje góra pół godziny.

SKŁADNIKI:

3 małe lub jedna duża cukinia
bulion lub rosół drobiowy
1 ząbek czosnku
10 listków świeżej bazyli
śmietana
sok z cytryny (niekoniecznie)
sól (najlepiej morska), pieprz świeżo mielony

Zupę przygotowujemy na bazie rosołu lub bulionu drobiowego. Potrzebujemy litr. Rosół może być z kostki. Kiedy zacznie wrzeć dodajemy pokrojoną w drobną kostkę cukinię oraz starty na miazgę czosnek i gotujemy do miękkości. Kiedy cukinia jest prawie miękka dodajemy posiekaną bazylię (ja dodaje jeszczę koper włoski) doprawiamy i gotujemy jeszcze jakieś 5 minut.

Zdejmujemy z ognia. Kiedy trochę przestygnie wszystko miksujemy, dodajemy 1-2 łyżki śmietany, zagotowujemy. Podajemy w miseczkach. Można dla urozmaicenia posypać jeszcze posiekaną bazylią i dodać trochę startego parmezanu lub źołtego, ostrego sera. Tuż przez zjedzeniem można wcisnąć trochę soku z cytryny do smaku, ale nie jest to konieczne.  

Na drugie przygotowałam sobie...


MAKARON Z CUKINIĄ, POMIDORAMI I ZIOŁAMI



To również super szybkie danie, gotowe w 30 minut.

SKŁADNIKI:

3-4 duże i dojrzałe pomidory
mała cukinia
2 ząbki czosnku
garść świeżych ziół (ja użyłam bazylii, szałwi, tymianku)
oliwa z oliwiek
pół kieliszka białego wina
sól, pieprz
makaron świderki

Gotujemy makaron al dente. W tym samym czasie robimy sos. Pomidory obieramy ze skórki i kroimy na cząstki. Cukinie dokładnie myjemy i ścieramy na tarce na cienkie plastry, które następnie siekamy na mniejsze kawałki. Pomidory i cukinię podsmażamy na oliwie do miękkości. Dodajemy wino, posiekane zioła, starty czosnek i doprawiamy do smaku. W ciągu 30 minut powstanie sos o niezagęstej konsystencji.

Makaron odcedzamy i wrzucamy do gorącego sosu. Dokładnie mieszamy. Wykładamy na talerze. Posypujemy parmezanem.

09:45, rudylisek1 , Kuchnia
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2009
Włoskie inspiracje, cz.3

Szaleństwo decoupage trwa. Zaczęłam tworzyć cykl obrazków do powieszenia na ścianie. Oto te zainspirowane Włochami.

 

 

 

 

 

 

A to pełen zestaw obrazków, które już powstały.