sobota, 27 czerwca 2009
Pełnia szczęścia

Vasari poszedł na chwilę w odstawkę. Bo nareszcie znalazłam...

Bardzo długo szukałam tej książki. Nakład był wyczerpany, na allegro nikt nie wystawiał, w antykwariatach warszawskich też jej nie znalazłam. Przez przypadek zamawiając inne książki natknęłam się na nią w firmie wysyłkowej.

Przesyłkę odebrałam we wtorek. Jeszcze pachniała farbą drukarską. Przeczytanie jej zajęło mi niecałe sześć godzin. To ten typ książki, który połyka się w oka mgnieniu, a potem stawia się ją na półkę z „ulubionymi” i sięga się po nią co i rusz dla przyjemności obcowania z dobrą literaturą.

To jeden z fragmentów, który zaznaczyłam sobie po pierwszym przeczytaniu.

„Jesteśmy zuchwale dumni z naszego przekonania, że tak jak we Florencji nie żyje się nigdzie na świecie. Z tego powodu nie jesteśmy specjalnie ciekawi świata, i w gruncie rzeczy cudzoziemcy, zarówno ci przyjezdni, jak i ci zasiedziali, nie interesują nas zbytnio. Dlatego ci, którzy nas nie lubią, twierdzą, że jesteśmy prowincjonalni. Moja matka nieraz wspomina, że musiała dokonać ogromnego wysiłku, aby się zintegrować. W stosunku do innych miast toskańskich żywimy także historyczną pogardę: pobrzmiewa ona w popularnych powiedzeniach: „Lepiej mieć zmarłego w domu niż pizańczyka przed drzwiami” (e meglio un morto in casa che un pisano all’uscio); „W Arezzo nawet wiatr wieje z niewłaściwej strony” (d’Arezzo non e bono nemmeno il vento) czy też u niezastąpionego Dantego, który w osobie starszego złodzieja i mordercy Vanni Fucciego portretuje mieszkańców Pistoi: „Son Vanni Fucci bestia, e Pistoia mi fu degna tana” („jam jest Vanni Fucci, bydlę; Pistoja godne moje leże” ), a mieszkańców Sieny uznaje za megalomanów megalomanów próżnych: „Or fu gia mai gente si’ vana come la sanesa? Certo non la francesca si d’assai! "(„Jestże Jestże ludów rzędzie lud tak prożny, jako nasz seneski? Nawet z nim Francuz zrównany nie będzie”). Poza tym niezbyt przejmujemy się opiniami innych (jakichkolwiek, Toskańczyków czy Włochów) na nasz temat. Jesteśmy przekonani, że najlepsze małżeństwa udają się pomiędzy florentyńczykami, jak w tym przykładzie chłopskiej mądrości: „Mogli e buoi dei paesi tuoi” (Żony i woły tylko ze wsi swojej), co można wyrazić bardziej elegancko, tak jak Cristina Rucellai powiedziała mojej matce z okazji naszego ślubu: „W kwestii stanu cywilnego wolałabym nie oddalać się zbytnio od domu”. To, co nas ratuje, to wrodzona ciętość dowcipu, uwielbienie dla ostrej repliki skierowanej często przeciwko nam samym, pewna surowość w sposobie bycia i poczucie prawie że brutalnego realizmu, co nie pozwala nam na okazywanie zbędnych emocji. Ci, co nas nie lubią, mówią, Ze jesteśmy skąpi, my zaś uważamy, że cechuje nas jedynie umiarkowanie. Zbyt huczne i barkowe przyjęcia i zabawy nie zyskują we Florencji poklasku, określamy je jako „roba da romani” (rzymskie obyczaje) albo jeszcze prościej „nonda signori” (nie po pańsku). W pewnym nobliwym domu florenckim, tak bardzo przejęto się ta maksymą, że jeden z gości zaproszony tam na wesele usłyszał od taksówkarza, który wiózł go z dworca kolejowego do pałacu: „Nie warto, żeby pan tam jechał, ludzie już wychodzą, bo nie ma nić do jedzenia”.


21:30, rudylisek1 , Piórem
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
Przeczytane

 

Ten mały stosik to książki przeczytane w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Każda z nich związana jest bezpośrednio lub pośrednio z Włochami. Najmniej włoski okazał się "Notes Michała Anioła". Jednak tę ksiażkę potraktowałam jako lekturę szybką, łatwą i przyjemną. Brakuje tu "Jedz. Módl się. Kochaj", ale książka była pożyczona, oddałam po przeczytaniu.

W sobotę przejrzałam wszystkie nasz pudła, miałam tylko jeden cel i go osiągnęłam. Oczywiście to, czego szukałam znalazłam w ostatnim przeglądanym kartonie. Właśnie zaczęłam czytać pierwszy tom i kurcze... wciągnęło mnie.

Kiedy wykładowca na zajęciach ze sztuki renesansowej wspominała o tej publikacja, a nawet ją zalecał, zebrałam się w sobie i za śmieszne pieniądze kupiłam wszystkie tomy na Allegro. Zaglądałam do nich w poszukiwaniu informacji potrzebnych mi, aby przygotować się do zajęć, ale nigdy ich nie przeczytałam.

Teraz nadszedł ten moment. O czym mowa? Oczywiście o wiekopomny dziele Giorgio Vasariego "Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów".

15:44, rudylisek1 , Piórem
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 czerwca 2009
Bazylika św. Marka w Wenecji

Widok na nawę główną.

 

Złoty ołtarz  (Pala d'Oro)

Pierwsza plakietka ołtarza została wykonana w Konstantynopolu w 976 r., sprowadził ją do bazyliki doża Pietro II Orselo. W XII w. została zastąpiona nową, wielokrotnie przerabianą i wzbogacaną. W 1209 r. dodano do jej górnej części 6 kolejnych plakietek przywiezionych z Konstantynopola. Kolejne elementy elementy dodano w 1345 r. W plakietce o wymiarach 3,40 x 1,40 m umieszczono emaliowane płytki i krążki, figurki i szlachetne i półszlachetne kamienie, w tym 1300 pereł, 300 szmaragdów, 300 szafirów, 400 granatów i 15 rubinów.

Święta ikona Madonna Nikopea z X w.

 

 

 

 

W górnych partiach ścian i filarów oraz na powierzchniach posadzki, kopuł i sklepień umieszczono bogate mozaiki ze złotych i szklanych tesser. Doża Domenico Selvo sprowadził artystów aż z Konstantynopola, aby ci zajęli się ozdobieniem wnętrza bazyliki mozaikami. Pierwsze mozaiki w większości zostały uszkodzone w 1106. Zastąpiono je nowymi - wykonanymi przez miejscowych mistrzów w stylu naśladującym sztukę bizantyjską.

Większość mozaik pochodzi z XII – XV w. W sumie pokrywają ok. 4000 m2. Sceny figuralne, ornamenty roślinne, geometryczne i zoomorficzne, tworzą bogactwo obrazów. Najstarszy fragment mozaiki (z XIII w.) zachował się w narteksie, jest on inspirowany malarstwem miniaturowym z V - VI w.

 

15:54, rudylisek1 , Miasta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Albo święty obrazek w oknie, albo 500 euro kary

"Władze Pizy we Włoszech zagroziły sankcjami pieniężnymi tym, którzy nie przyozdobią swych okien i balkonów z okazji środowych uroczystości ku czci św. Raniera, patrona miasta. Według niektórych mieszkańców, kłóci się to z wolnością religii.

Burmistrz Pizy Marco Filippeschi ze zgrozą wspomina ubiegłoroczne święto patrona, gdy wiele okien na trasie procesji było wygaszonych i pustych. Chcąc tego uniknąć, zagroził grzywną w wysokości od 200 do 500 euro wszystkim, którzy znów o tym zapomną.

W tym roku świece i inne ozdoby pobrać można bezpłatnie na ratuszu. W przyszłym - każdy będzie je musiał kupić sam.

Mieszkańcy Pizy podzielili się na entuzjastów inicjatywy burmistrza i jej przeciwników. Pierwsi widzą w niej przejaw troski o urodę miasta, która nie powinna mieć żadnej ceny. Przeciwnicy obowiązku ozdabiania okien i balkonów powołują się na prawo do wolności religii. W jego świetle udział w obchodach święta patrona nie może być obowiązkowy."


Źródło: IAR

13:38, rudylisek1 , Miasta
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 czerwca 2009
Włoskimi śladami Herberta

Wczoraj przeglądając Internet znalazłam na stronie TVP takie linki:

http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/zbigniew-herbert/wideo/ogrod-barbarzyncy-piero-della-francesca

http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/zbigniew-herbert/wideo/ogrod-barbazyncy-il-duomo http://www.tvp.pl

/filmoteka/film-dokumentalny/zbigniew-herbert/wideo/ogrod-barbarzyncy-u-dorow


Warto tam zajrzeć i obejrzeć filmy - reportaże, które powstały w oparciu o "Barbarzyńcę w ogrodzie" Herberta.

11:58, rudylisek1 , Kultura
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4