Blog > Komentarze do wpisu
Książki, które wzbudzają emocje

Co prawda blog miał być poświęcony szeroko pojętym Włochom, ale nie mogę się powstrzymać, aby się tym, co we mnie siedzi, podzielić. Dawno książki nie wywołały u mnie tak silnych emocji. Czytając je to zaśmiewałam się do łez, to płakałam jak bóbr. Śmiech ludzie są w stanie jeszcze zrozumieć, ale płacz? Kto płacze w autobusie lub tramwaju i to nad książką. Ja osobiście nigdy nie widziałam nikogo. Bardzo silnie reaguje na to co czytam lub oglądam i nie potrafię, niestety, powstrzymać emocji. Co wywołało u mnie takie zachowanie? Ano:

1. "Lala" Jacka Dehnela (Wydawnictwo W.A.B.)

2. "Wspomnienia wojenne" Karoliny Lanckorońskiej (Wydawnictwo Znak).

Tytułowa "Lala" to babcia pisarza. Opowiada ona historię zarówno swojego życia, jak i najbliższej rodziny, krewnych i bliskch znajomych, a autor skrzętniej notuje te historyjki o: przedwojenny interesach dziadka, zwariowanych wójkach i ciotkach, rodzinnych tajemnicach, Niemcach i Sowietach, którzy tańczyli jak im Lala zagrała, miłości chłopów do dworu i ludzi, którzy tam mieszkali.

Ta opowieść jest rochę chaotyczna, jak chaotyczna jest babcia. Do rozpuku zaśmiewałam się, jak matka Lali chciała przywrócić ziemiańską tradycję organizowania przyjęć w dworze. Zaniechała ich z powodu kulistego pioruna, który wpadł do salonu i dopowadził do ruiny stół oraz krowy i świń, które wtragnęły do jadalni, i także sprawiły, że druga przyjęciował próba spaliła na panewce.

Ta pełna humoru powieść, przypomina nam kim jesteśmy i skąd pochodzą nasze korzenie. Mówi o tym, ile wynosimy z domu, w jaki sposób zaszczepia się w nas miłość do sztuki, literatury, dobre wychowanie. Pokazuje, jak kształtuje się charakter człowieka i zasady oraz przekonania, zgodnie z którymi potem postępujemy przez resztę naszego dorosłego życia.

Najwięcej emocji wzbudziły we mnie jednak ostatnie rodziały powieści, w których autor w pełen miłości sposób opisuje czas, kiedy jego babcia z pełenej wigoru kobiety przebraża się w zniedołężniałą staruszkę, siusiającą pod siebie, przekorną, złośliwą, z zanikami pamięci. Dehnel pokazuje nam okrutną rzeczywistość, która każdego z nas kiedyś czeka, a którą jest starość.


Profesor Lanckorońska w  książce "Wspomnienia wojenne" spisała swoje dramatyczne losy z okresu II Wojny Światowej. Pięcioletni koszmar zaczyna się z chwilą wejścia Sowietów w 1939 r. do Lwowa, a kończy w kwietniu 1945 r., kiedy to zostaje uwolniona z obozu koncentracyjnego w Ravensbrück.
To czego doświadczyła i co przeżyła jest dla mnie niewyobrażalne. Ile siły wewnętrznej i hartu ducha trzeba mieć, żeby nie tylko przeżyć, ale i walczyć o godność, polskość i życie ludzkie godzina po godzinie, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu nie zważając przy tym na swoje własne dobro i życie.

Czytając wspomnienia coraz bardziej byłam pełna podziwu dla tej kobiety, która z niewyobrażalnym wręcz uporem realizowała cele, jakie sobie postawiła ratując innych i pomagając im przetrwać te straszne czasy. Jestem zafascynowana jej umiejątnością radzenia sobie w nawet najbardziej ekstremalnych wypadkach i zimną krwią jaką potrafiła zachować wtedy, kiedy inni już dawno by się poddali.

Jej bezrokmpomisowa postawa w obliczy ZŁA rzuca wręcz na kolana. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, jak ja bym się zachowała na jej miejscu, nie potrafiłam sobie odpowiedzić na to pytania. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Nigdy nie miałam do czynienia z rozszalałym Sowietem; nigdy nie musiałam walczyć o węgiel na zimę, bez którego nie dałoby się przetwać; nigdy nie stałam przed sadystycznym oficerem niemieckim, szefem obozu, który zabił tysiące moich Rodaków; nigdy nie byłam w obozie koncentracyjnym; nigdy...

Mam tylko cichą nadzieję, że zasady jakie wpoili mi rodzice, babcia i harcerstwo pozwoliłyby mi zachować się podobnie, gdybym znalazł się na Jej miejscu.

Akurat czytając tę książkę i notorycznie zalewając się łzami, spotkało mnie coś miłego. Jadąc do pracy czytałam fragment o obozie w Stanisławowie. Zaczęłam płakać. Koło mnie siedział starszy Pan. Kiedy zobaczył, że po moich policzkach spływają łzy zaczął głaskać mnie po ramieniu. "Dziecko, co się stało? Wszystko w porządku?" - zapytał zatroskany.

"Tak, wszystko jest dobrze. Te łzy to dlatego, że czytam książkę" - opowiedziałam.

"A mogę wiedzić jaką?" - zapytał. Pokazałam mu okładkę. Dobrotliwie się uśmiechnął.

"Rozumiem" - powiedział. "Ja też to przeżyłem. Proszę czytać dalej .Już nie będę Pani przeszkadzał. To bardzo ważne żeby poznać historię tamtych dni i o nich pamiętać" - dodał.
Znowu wsadziłam nos w książkę. Starał się już jednak powstrzymać łzy, co nie było takie łatwe.

Gorąca polecam obie książki. W zalewie tandetnych powieści (sama z resztą sięgam po taką "literaturę") to perełki, po które warto sięgnąć. A wrażliwi niech przygotują sobie pudełko chusteczek :)

poniedziałek, 14 września 2009, rudylisek1

Polecane wpisy

  • "(...) świat jest smutny"

    Od lat zaczytywałam się w Jego książkach i oglądałam program telewizyjne z Nim w roli głównej. Myślałam, że jest wieczny. I nadal tak myślę. Odszedł, ale pozost

  • Książkowe odkrycie

    Jestem częstym gościem składu taniej książki na Koszykowej w Warszawie. Szukając czegoś do czytania w drodze do i z pracy, a zajmuje mi to w sumie jakieś trzy g

  • Pełnia szczęścia

    Vasari poszedł na chwilę w odstawkę. Bo nareszcie znalazłam... Bardzo długo szukałam tej książki. Nakład był wyczerpany, na allegro nikt nie wystawiał, w antykw