Blog > Komentarze do wpisu
"Biczowanie" Piero della Francesca

Piero della Francesca - jeden z najbardziej znanych artystów jakich zrodziła włoska ziemia. Jego prace ozdabiają ściany naważniejszych światowych muzeów. Jednak najbardziej utkwił mi w pamięci jeden - "Biczowanie", czy jak chcą niektórzy historycy "Sen św. Hieronima".

Kompozycja tego obrazu jest bardzo zagadkowa i od lat spędza sen z powiek historykom i znawcom sztuki. Panel został podzelony przez artystę na dwie części. Pierwsza z nich, umiejscowiona w głębi (tle) obrazu ukazuje scenę bioczowania, stąd też interpretacja i tytuł pracy. Druga część to znajdujący się po prawej stronie, na pierwszym planie, postaci trzech prawdopodobnie dyskutujących ze sobą meżczyzn. Właśnie ta dwoistość pracy i trzy postaci sprawiły tyle trudności w odczytaniu tej pracy.

W czasie badań nad pracą historycy doszli do wniosku, że biczowaną postacią nie jest Chrystus, lecz św. Hieronim, jeden z Ojców Kościoła. Ich zdaniem obraz przedstawia popularny w sztuce za czasów artysty motyw przedstawiający sen świętego. Te trzy postaci na pierwszym planie to Cyxeron, Horacy i Wergiliusz, pogańcy poeci Rzymu, których święty darzył wielkim szacunkiem.

 

"Biczowanie"/ "Sen św. Hieronima" Piero della Francesa, ok. 1445?, Galeria Zazionale della Marche, Urbino

Czytając "Pamięć Włoch" Wojciecha Karpińskiego natrafiłam na doskonały opis tej pracy: "Stałem przed idealnie spokojną wizją Biczowania i czułem, że malarstwo otwiera mi tym dziełem nowe obszary. Kompozycja niezwykła, wyraźnie dzieląca się na dwie cześci, dwa plany, a jednak organicznie spójne. Z jednej strony scena cofnięta: pod marmurowym portykiem, gdzie wszystko jest grą proporcji, układem liczb, spokojną doskonałością architektury, przy białej kolumnie zwieńczonej złotym antycznym posągiem stoi obnażony Zbawiciel. dwóch biczujących zamarło z podniesionymi rękami. Słychać ciszę zbliżającego się uderzenia. Chwila zatrzymana na wieczność, jak zatrzymało się biczujące ramię. Po drugiej stronie wysunięte na pierwszy plan postaci. Stoją, ludzkie drzewa, silnie wkorzenione nogami w ziemię, stoją z jakąś niezwykłą koniecznością. Patrzą spojrzeniem intensywnym i niewidzącym. Obie części dzieła splecione jednym rytmem, atmosfera zarazem lodowantego spokoju i poetyckiego napięcia.

Kim są trzej mężczyźni z pierwszego planu? Interpretacja tej sceny jest jedną z wciąż dyskutowanych zagadek historii sztuki. Czy przedstawia młodego księcia Urbino i złych doradców, którzy doprowadzili do jego śmierci, czy może stanowi alegorię Kościoła znieważonego przez  panoszących się w Konstantynopolu niewiernych, czy też jest przypowieścią o umiłowanym synu, o chwale chrześcijaństwa triumfującego nad ziemskimi udrękami? Za żadną tezą nie przemawiają rozstrzygające argumenty, obraz zaś jest tak doskonały, tak wszystko jest w nim konieczne i działające na wyobraźnię, że alegoryczne czy historyczne analizy stają się zbędne. Geometryczna myśl ludzka stworzyła scenerię, w której toczy się dramat męki i odkupienia. Kontrast i zespolenie; precyzja i niedopowiedzenie.  Dzieło nie jest ilustracją tezy czy problemu, nie jest ornamentem. Jak określić ten stan absolutnej niezbędności, tożsamości znaku i znaczenia? Malarstwo przejrzyste, całkowite, bedące wyłącznie estetyczną radością. I dla naszego oka dramatyczna staję się już nie tylko figura Chrystusa, nie tylko postaci jego katów czy zagadkowe postaci świadków z pierwszego planu, lecz również rytm kolumn, wzór posadzki, klarowność powietrza. 

Piero della Francesa w największych dziełach nie ilustrował Ewangelii, nie opowiadał przejmujących czy wzniosłych historii - ukazywał chwilę świata, która zastygła w znak i zawiera sens. Wielki malarz metafizyczny. Zdołał połączyć uniwersalność spojrzenia i konkretność wizji , ideał i rzeczywistość, wiedzę i marzenia. Kimkolwiek jest jasnowłosa postać z Biczowania, jej utkwione w przestrzeń spojrzenie wyraża dla mnie istotę tego malarstwa: intensywne, jasne i nieodgadnione, głęboko ludzkie i ponadindywidualne, skierowane ku widzowi, lecz wybiegające poza niego. W Biczowaniu, w londyńskim Chrzcie, w Zmartwychwstaniu wielkie wydarzenie zostaje jakby oddalone, ukazane z chłodną dyscypliną, a przez to przybliżone - nie jako antropomorficzna fantazja, lecz jako nadprzyrodzona realność, którą dopiero musimy przeniknąć, choć nigdy nie wyczerpiemy fo końca sensu, kryjącego się za doskonałością architektury, za pięknem twarzy, za barwną harmonią anielskich szat, za cieniem chmur padającym na błękitną taflę Jordanu". Nic dodać, nic ująć.

piątek, 06 lutego 2009, rudylisek1

Polecane wpisy